Powrót



01

Jesteśmy tu samotni jak derwisze, druhu.
Ja jednak modlę się o twoje szczęście, druhu.

Bez ciebie nie przetrwałbym trudów drogi.
Nie sprostałbym obietnicom miłości, druhu.

Mieliśmy szczęście spotkać się na drodze życia,
gdy trzeba musimy przelać na niej krew, druhu.

Teraz już obaj kroczymy krętymi ścieżkami.
Zawsze wiernie stoję u twego boku, druhu.

Bardzo cię szanowałem, nieraz uwielbiałem.
Spełniliśmy obowiązek modlitwy, druhu.

Gdy ludzie zapytają: "Mirze, czy czekałeś
na cud? Czy nie znasz Świata?" Cóż powiem im, druhu?

02

Łaskawie mówiłaś do mnie, o piękna moja.
Bujna jest twa wyobraźnia, o piękna moja.

Me serce jest jak zwierciadło i teraz cały
Świat odbija się w spełnieniu, o piękna moja.

Biedny, tylko o tobie myślę przez cały czas.
Szaleńcem mnie uczyniłaś, o piękna moja.

Aż do poranka lampa paliła się jasno.
Cóż mogła zrobić z tym ćma, o piękna moja.

Staram się zachować dobre maniery,
lecz ty zasmuciłaś serce Mira, o piękna moja.

03

Druhu, wybacz me błędy, bo jestem pijany.
Nie dawaj pełnych szklanic, bo jestem pijany.

Zbyt wiele przyjemności ofiaruje nam Świat.
Nie lej mi do szklanicy, bo jestem pijany.

Nasza rozmowa szwankuje, rwą się tematy.
Lepiej mów tylko ty, bo ja jestem pijany.

Chwyć mnie dłonią i poprowadź bezpiecznie dalej.
Mnie nawet ustać trudno, bo jestem pijany.

Nogi mi się chwieją, jestem bezradny, trudno,
nie bądź na mnie zły, że jestem pijany.

Jesteś przeczulony Mirze, mówisz jak chory,
jak ranny, co spadł z konia, bo jesteś pijany.

04

Będzie się moje serce wzruszało, jeśli Bóg pozwoli.
Wypełnię miłosne zaklęcia, jeśli Bóg pozwoli.

Podziwiałem Świat w czasie pielgrzymki i nadal
będę tak samo czynił, jeśli Bóg pozwoli.

W smutku, krew odeszła mi z serca, ale ono
nadal bić będzie ufnie, jeśli Bóg pozwoli.

Siłaczowi, który zwątpił i padł jak biedak
będę niósł pokrzepienie, jeśli Bóg pozwoli.

To miłość zawiodła mnie przed dom ukochanej,
rzuciła w piasek. Powstanę! Gdy Bóg pozwoli.

Zostaw w spokoju posągi w świątyni, Mirze.
Może się znów spotkamy, jeśli Bóg pozwoli.

05

Leki były nie te i lekarz mnie zostawił.
Spójrz! W jakim stanie on mnie biednego zostawił.

Czas naszej młodości i miłości też minął.
Pora bym cię w złości i płaczu już zostawił.

Teraz tylko pożądam spokoju i ciszy.
Pora bym przyjemności Świata już zostawił.

Oskarżyłeś mnie biedaka o zakłamanie.
Pora, przyjacielu, byś mnie wreszcie zostawił.

Dla pijaków byłeś wzorem, ale biedacy
wybrali cię imamem, abyś ich nie zostawił.

Z głupoty biedni ludzie bili ci pokłony
co krok i chwali, abyś ich nie zostawił.

Czemu pytasz Mira o religię? Ze znakiem
na czole, w świątyni, islam dawno zostawił.

06

Jak bańka mydlana jest me życie, jak miraż.
Wolność mnie nie cieszy, jeśli to tylko miraż.

Jak opisać delikatność jej warg, gdy jeden
płatek był jak cała róża. Nie, to nie był miraż!

Stale chciałbym być z nią, w jej domu. Sytuacja
jest groźna. Czy wytrzymam? Mój lęk, to nie miraż.

Kiedy otwieram usta, aby chwalić jej piękno,
mówi mi: "Zamilcz szalony. Wszak to tylko miraż!"

Poeto, ta piękność z półotwartymi oczami,
ona, o smaku słodkiego wina - to tylko miraż.

07

Historia tej nocy nie jest do opowiadania.
Dzieje miłości też nie są do opowiadania.

Teraz jestem wreszcie spokojny o przebieg zdarzeń.
Zacznę mówić gdy będzie coś do opowiadania.

Nie zajmuj się zbyt mądrościami dawnych mistrzów
Historia co wraca warta jest opowiadania.

Banalne przygody zwykłych ludzi, czy warte są
by im czas poświęcać, czy warte opowiadania?

Jej krzyki, jej kłótnie, zaprowadzania terroru,
ranienie serca, czy warte jest opowiadania?

Chociaż słowa Mira były ostre, pełne ognia,
pamiętaj, przeszłość nie warta jest opowiadania.

08

Druhu, nikt nie jest tak źle traktowany jak ja.
Nawet nicpoń i grzesznik nie cierpi, tak jak ja.

Życie to niepewne miejsce na inwestycje.
Każdy kiedyś się zawiódł, któż wie lepiej niż ja.

Gdy patrzę w twe oczy, wciąż jeszcze mam nadzieję.
Choć znam bóle klęski, kto jest ufniejszy niż ja?

Nie widziałem kropi wody, co by nie była
cząstką rzeki, cząstką Świata, tak jak i ja.

Na tym świecie pełno jest pogrzebanych marzeń
biednych ludzi. Poznaj je więc, tak jak znam je ja.

09

Każdy pamięta twój piękny chód, o miła.
Ptak mego serca już nie odleci, o miła.

Jesteśmy ofiarami miłości przez piękne twe
oczy. Ona jak miecz wisi nad głową, miła.

Wyruszyliśmy z tym uczuciem w drogę życia
i teraz nikt już nas nie odnajdzie, o miła.

Moje serce jak rana przez noc dojrzewało
i teraz nie można je dotknąć, moja miła.

Modląc się do bożków, goniąc za mirażami
zapomniałem o drodze do Pana, o miła.

Nie zachwyca Mira, to co mu pamięć niesie.
Nie ma dla niego kresu cierpienia, o miła.

10

Piękno jaśnieje blaskiem nieprzeciętnym. Czyż nie?
I na słońcu też piękność jaśnieć może. Czyż nie?

Jednak nasze biedne serca pełne są bólu.
Każdy oddech przybliża nam Dzień Sądu. Czyż nie?

Ojcze, Mojżeszu, to płomień twego serca był
tak wielki, że mógł nawet góry spalić. Czyż nie?

Lecz w nocy gdyśmy się spotkali wiedziałem, że
ćma uszła z życiem przed płomieniem lampy. Czyż nie?

Choćbyśmy w proch się rozpadli, to ciebie trudno
byłoby nakłonić do rozsądku. Czyż nie?

Wczoraj gdy spacerowałem, niespodziewanie
natknąłem się na czaszkę. To nas czeka. Czyż nie?

Ona zdała się mówić: "Stąpaj delikatnie
po drodze życia. Tą drogą szło wielu. Czyż nie?"

Hurysy zazdrościły piękna miłej mej.
Mirze, czy potrafisz to oddać w gazelu, czy nie?

11

Jak duma zwieńczy głowy władców, czy nie widzisz?
Jakże kruchy może być ich los, czy nie widzisz?

Prawie każdy, kto zmierzał ku horyzontowi
stracił swe skarby na tej drodze. Czy nie widzisz?

Nawet w więzieniu nie można wszystkiego mówić
- rzucony kamień przypomina. Czy nie widzisz?

Każda rana mego serca świadczy o Twojej
tyranii i srogości, Panie. Czy nie widzisz?

Każdy zakochany zwierciadła potrzebuje
by rozpoznać swe szaleństwo. Czy nie widzisz?

Panie, dbaj o biedne złamane serce Mira.
Życie jego to pusta lampa. Czy nie widzisz?

12

O wszystkich bólach mojego serca, kto by pamiętał?
Jak przez labirynt ono błądziło. Kto by pamiętał?

Ile nocy poświęciłem na badanie gwiazd?
Czary i zakusy krągłolicej, kto by pamiętał?

Dziesiątki imion walecznych dawnych, mocarnych
sułtanów, co też odeszli w niebyt, któż by pamiętał?

Dziś ma tu przybyć imam. Że Mir był pijakiem
do wczoraj, lepiej bracie, abyś nie pamiętał.

13

Tyś jak lustro, które zna twarze, o, Panie!
Dobrze znasz nas i wszystko rozumiesz, o, Panie!

Nasze poranne uciechy, wieczorem smutkiem
się stają. Tak gaśnie lampa biedaka, Panie.

Niech wiatr i obłoki wysuszą łzy, co płyną.
Dziś ona była dla mnie bardziej życzliwa, Panie.

Kto ma teraz chęć mówić o kondycji Mira?
Mówią o nim, lecz go nie rozumieją, Panie.

14

Nie zapomnę widoków pięknych twarzy, nigdy!
Nie przestanę ich pragnąć i pożądać, nigdy!

Chociaż życiem mym kierowało przeznaczenie,
to podziwu dla piękna nie straciłem nigdy.

Gdzieś przepadły ma cierpliwość, siła i wiara.
Nie wyzbyłem się miłości do ciebie nigdy.

W mym sercu rozpalałaś tysiące pożądań,
lecz o namiętnościach tych nie mówiłem nigdy.

I choć, Mirze, masz w duszy ogrody pełne róż,
to nie mogłeś utrzymać pełnej flaszy nigdy.

15

Jak wydostać się z naszego piekła? Nie wiemy.
Skąd świeci słońce, zagubieni, też nie wiemy.

Pragnący czystości, nie wstępuj do winiarni.
Czy nie popsuje ona nas bardziej? Nie wiemy.

W takiej pustce jak opisać stan mego serca?
Kto dziś odpowiada za jego ból? Nie wiemy.

Czy blask Twój zgaśnie kiedy spadnie zasłona?
Jak odpowiedzieć na to pytanie? Nie wiemy.

Kiedy me rachunki z niebem się wyrównają?
Co ludzie naprawdę o nas myślą? Nie wiemy.

Mirze, kiedy poznasz wreszcie kolor narcyzów?
Kiedy rzucimy zatrutą miłość? Nie wiemy.

16

Pytasz mnie, biedny człowieku, czy ją kochałem?
Choć bez wzajemności, to kiedyś ją kochałem.

Cóż w tym złego, że przeznaczenie było łaskawe.
Choć tak łatwo wpadała w gniew, to ją kochałem.

Miałem prawo modlić się do niej, pisywać.
List ten nie uciszył serca, bo ją kochałem.

Miłość jak nałóg popsuła mi reputację.
Teraz zszargane mam imię, bo ją kochałem.

Mieszkałem samotnie jak pustelnik, jak nomad,
lecz serce miałem spokojne, bo ją kochałem.

Niespełniony, bracie, opuszczam ten Świat.
Płaczę też za ulicą gdzie żyła, bo ją kochałem.

O, Mirze, spójrz na mnie, pociesz i pobłogosław.
Odchodzę z radością w sercu, bo ją kochałem.

17

Dziwne rzeczy się działy i jestem zgubiony.
To tragiczna historia, lecz jestem zgubiony.

Tak jak Światło błyszczą oczy pięknej kobiety.
Zapatrzysz się w te oczy i jesteś zgubiony.

Zechciej mnie wysłuchać, chociaż władasz mym sercem.
Wystarczyło kilka dni i byłem zgubiony.

Stan taki nigdy wcześniej mi się nie przydarzył.
Nienawiść tkwi w twym sercu i jestem zgubiony.

Dotąd kwiat miłości był mym nektarem,
teraz uschły me ręce, bo jestem zgubiony.

Jej pukiel włosów, Mirze, wyciska twoje łzy.
Smutnie nanizałeś te wiersze, boś zgubiony.

18

Wieje od ciebie chłód i niechęć. Gdzie masz serce?
To, co skryte w twej piersi to kamień, nie serce.

Żaden miłość nie wyszła żywa z twego domu.
Pozostawiłem w nim też moje biedne serce.

W tym czasie karawana życia przechodziła
obok naszych domów. W twym zostało me serce.

Z oczu ciekły mi łzy. Po kropli wykrwawiło
się w twej obecności moje samotne serce.

Myśleliśmy, Mirze, że napiszesz krótki wiersz,
a tyś nam opisał jak złamano ci serce.

19

Gdy ktoś w mej obecności mówi twoje imię,
chwytam się za serce. Tak działa twoje imię.

Winiarnia świeci pustką w pobliżu meczetu.
Grozą wieją twe toksyczne oczy i imię.

Nigdy nie dałaś mi szczęścia. Tak niedostępnej
osoby nie chcę znać. Niech zapomnę twe imię!

Zawsze ceniłem przyjaźń i radość życia.
To był mój własny styl. Z tego znane me imię.

Chociaż jesteś, Mirze, poetą - samotnikiem
cały Świat będzie znał twoje wiersze i imię.

20

Że jesteśmy częścią karawany życia, pojąć trudno.
Idziemy, lecz dokąd zmierzamy? Pojąć trudno.

Czasem lampa oświetla nam rzeczywistość.
Filozofię życia jednak zrozumieć trudno.

Jeśli, miła, masz być kwiatem w ogrodzie życia.
Ja mogę zostać tu tylko słowikiem, trudno.

Czasem zachowujemy się niezrozumiale,
czasem dziwnie lub jak szaleni, pojąć trudno.

Mówimy, że wciąż umieramy bez przyszłości.
Mnie też śmierć kiedyś zamknie powieki, cóż trudno.

Wszystko to jest wielce skomplikowane, druhu,
lecz może, to nasza wina, że pojąć trudno?

21

Mirze, jak rzeka płyną wartko twoje wiersze.
To Bóg ci błogosławi i daje te wiersze.

Na drodze życia rzadko spotykałem ludzi
dostatecznie pięknych, by poświęcić im wiersze.

Chociaż z jej oczu nieraz łzy płynęły ciężkie
jak krople deszczu, czy to był temat na wiersze?

Spójrz, w pył i proch się wszystko obraca na ziemi,
ale magia wciąż trwa. Magią są moje wiersze.

Z jednej strony byłaś pełna pokory, z drugiej
pełna dumy. Czy oddadzą to moje wiersze?

Tamta noc była podobna do mego życia.
Usnęłaś. Nie rozbudziły cię moje wiersze.

Teraz gdy odeszłaś, smutek mym towarzyszem,
ale po co się smucić, gdy mam moje wiersze?

22

Spójrz, jak przywalił serce moje ciężki kamień!
Żar się w nim pali, choć przywalone przez kamień.

O nieba! W tym grobie spopielały proch leży,
lecz płomień się w nim budzi, co nie dba o kamień.

Nie wychodź z biednego domu mego serca,
bo czy zdoła ktoś, kiedyś podnieść ciężki kamień?

Już więcej nie da ci gościny ukochany,
jeśliś u niego zostawiła ciężki kamień.

O smutku! My też musimy opuścić ten Świat,
a na naszym miejscu zostanie ciężki kamień.

O biedny Mirze, czy jesteś zdolny go podnieść?
Wszak miłość jest na tym świecie jak ciężki kamień.

23

O, Mirze! Jak długo jeszcze będzie trwał twój płacz?
Uspokój się, bo nigdy nie uśniesz przez ten płacz.

To tak, jakby ktoś na zawsze opuszczał ten Świat.
To tak, jak deszczowej chmury całoroczny płacz.

Czemu aż tak bacznie obserwujesz moją twarz?
Wszak człowiekowi dobremu potrzebny jest płacz.

O, okrutny świecie, jak długo jeszcze będziesz
u nas biednych, strapionych ludzi wymuszał płacz?

Przez niego straciły instrumenty muzyczne
swe piękne brzmienie. Taki to był lament i płacz!

Biedny Mirze, jak długo jeszcze będziesz gubił
łzy - perły twych oczu? Proszę, już więcej nie płacz.

24

Moje życie, druhu, zobaczysz w moich oczach.
Obraz ukochanej też ujrzysz w moich oczach.

Cóż to jest za sad, gdy więźniowie nie są w stanie
dostrzec nawet jego ogrodzenia w swoich oczach?

O, myśliwy, to rozłąka serca pozbawiła cię
tego widoku. Obyś go ujrzał w jej oczach.

Serce zawsze potrzebuje jakiegoś bólu.
Zapomniałeś jej, Mirze, widać to po oczach.

25

Słabe masz serce. Gdzie twój hart ducha? Nie masz sił?
Dlaczego się czujesz dumny, jeśli nie masz sił?

Gdzie twój wstyd? Pełno cię wszędzie. Jak chcesz zachować
tajemnicę swego serca, jeśli nie masz sił?

O, Boże, może ktoś inny będzie dbał o kurz
drogi, bo ja jestem szalony i nie mam sił.

Spójrz na tę fałszywą kobietę. Jest dla wszystkich
miła. Lecz czy kogoś ceni? Nie mam do niej sił!

Nie chcesz Mirze, dotknąć jej warg? Gdzie się podziało
twe umiłowanie życia? Czy nie masz już sił?

26

Nie czułeś wczoraj poezji Mira? Co z tobą?
Nie dotknął cię jej czarowny urok? Co z tobą?

Słudzy krzątali się z nićmi aby zszyć
dziurawe burki sufich. Tyś nie chciał. Co z tobą?

Każdy chce dostrzec w lustrze jej piękne oblicze.
Choć krwawi ci serce, ty odmawiasz. Co z tobą?

My wszyscy jesteśmy porażeni miłością.
Nie dbasz o zazdrość pięknej dziewczyny. Co z tobą?

Mirze, powinieneś usiąść pod jakąś ścianą.
Nic nie żądasz. Jesteś za leniwy. Co z tobą?

27

We łzach zagubiony był wędrowiec. Biada nam!
I Mir też stracił samokontrolę. Biada nam!

Jak dążyć do szczęścia pytaliśmy na twoich
zgromadzeniach, lecz wiało tam pustką. Biada nam!

Niebezpiecznie zbliżać się do ciebie, bo stracę
serce i zostanę taki jak ty. Biada nam!

Ktokolwiek zaufa temu Światu, na pewno
straci złudzenia, cnotę i wiarę. Biada nam!

Iskry z płomienia mych mąk widoczne są nocą.
Ranek wita tylko garść popiołu. Biada nam!

28

Ku końcowi chyli się moje biedne życie.
Wiele błądziłem i cierpieniem jest me życie.

Miały być krótkie lecz długimi się stawały
moje wiersze. Tak długie, jak moje życie.

Pragnąłem zawsze spotykać ważne osoby.
To był egoizm. Nie było skromne me życie.

Czy warto było serce wystawić na rany?
One i tak nie wpłynęły na moje życie.

Mimo bliskości i tak serca nasze dzieli
przepaść. Czemu więc chciałaś zmieniać moje życie?

Twoja duma miała skruszyć me serce w proch.
Szkoda. By to zmienić za krótkie jest me życie.

Skarżę się tak jak Madżnun - szaleniec. Me serce
wciąż pyta: cóż warte jest takie nędzne życie?

29

Zależni jesteśmy od nieba. Ile jeszcze?
Wiedziemy marne życie. Pytam, ile jeszcze?

Stale zwieńczą mnie girlandy trosk i kłopotów.
Widać to na mym obliczu. Jak długo jeszcze?

Nic nam tu nie daje satysfakcji. Me biedne
serce wytrzymać to musi. Jak długo jeszcze?

Całe ono w ranach i stygmatach, okrytych
kwieciem wiosen, ile zobaczyć zdoła jeszcze?

O me skomplikowane gazele! Wskazuje
każda linia dalszą drogę. Jak długo jeszcze?

Piękne włosy i oblicze kochanej ciągle
tkwią w twojej pamięci Mirze. Jak długo jeszcze?

30

Moja autobiografia - zwyczajna historia.
Nie zaśniesz, gdy posłuchasz, jaka to historia.

Aby nie poczuć się winną odżegnała się
od naszej miłości - tragiczna to historia.

Pozbawiłaś spokoju mój cichy dom. Trudno.
Zostałaś w nim na noc. To banalna historia.

Gdzie mam się udać jeśli stale śnię o tobie.
Dlatego proszę: zostań. To smutna historia.

Bardzo niebezpieczne są drogi życia Mirze.
Zatraciłeś wiarę. Oto twoja historia.

31

Cierpienie zgubiło me serce - czy możliwe?
Stało się to minionej nocy - czy możliwe?

To ona, o twarzy jak zwierciadło jest winna.
Ona nie odpuści nikomu - czy możliwe?

Nie lęka się ni meczetu, ni Kaaby, ona,
która każdego zgubić zdolna - czy możliwe?

I chociaż o poranku słońce rozświetla jej
twarz, mówi - wszystko jest względne. Czy to możliwe?

Dumna kobieto, lepiej nie przychodź tu. Zostaw
w spokoju krew tego biedaka - czy to możliwe?

Choć przez moment zobacz ten ból, co mnie przenika.
Chcę pozbyć się dylematów - czy to możliwe?

Czy z wiru tego wydostanie się choć źdźbło?
Czy trafi do kraju Mira? Czy to możliwe?

32

Z tą naszą wczorajszą miłością cóż się stało?
I z wrodzoną delikatnością cóż się stało?

Jak na sądny dzień czekaliśmy ostatniego
spotkania, lecz spójrz, nic się nie stało.

Jednak gdy odeszła na dobre, opuściła
mnie siła ducha. Zobacz, co się ze mną stało.

Przyjaciel mój poszedł do obcych z mieczem w dłoni,
siejąc terror. Gdzie ma honor. Co się z nim stało?

Tyle dobrych rad dawali wszyscy Mirowi.
Cóż z tego. Co też się z jego rozsądkiem stało?

33

Rozgniewałaś się i odszedłaś. Ja też mam dość!
Straciłem cierpliwość. Nie zostanę tu, mam dość.

Me serce to nie miasto stale zasiedlane.
Tęsknie jednak za dawnym czasem, choć mam go dość.

Boże, jak długo trzeba studiować namiętności,
by porzucić je na stałe i powiedzieć dość?

Łatwiej byłoby gdybyś nie akceptowała
mojej bliskości. Prędzej mógłbym powiedzieć dość.

O Mirze, pokonałeś wielu zawodników
w tej grze, a mimo to wciąż nie masz jej dość.

34

Mnie, nas i Mira oczarowuje jej piękno.
Każdego zniewolić mogą jej loki i piękno.

Kości mamy zgruchotane. Jesteśmy tarczą
dla jej strzał. Wszystkiemu było winne jej piękno.

Byliśmy powściągliwi, lecz kochankami jej
będąc, straciliśmy dobre imię przez piękno.

Jest w nas taki duch, że nie skarżymy się jak flet
lub niegrzeczne dzieci. Zważamy na piękno.

Teraz druhu, stałeś się szorstki i zaczepny.
Straciłeś dobre maniery. Gdzie twoje piękno?

Kiedyśmy rodzili się, jak nowy poranek,
mogliśmy być pirami. Gdzie dziś nasze piękno?

Mirze, porzuć gry dzieci bogaczy, zostaniesz
i tak biednym nędzarzem. Bacz na duszy piękno!

35

Jeśli to jest miłość, to płaczesz dlaczego?
Nikt nie zna przyszłości, nie pytaj dlaczego.

Dzisiaj o poranku, tyle wokół zgiełku.
Wszyscy odjeżdżamy. Nie pytasz dlaczego?

Ziemia robi się co rok nadzieją zielona.
Co rok siejesz ziarno, nie pytasz dlaczego?

Oznaki miłości same nie znikają,
a znak na twym sercu ma zniknąć? Dlaczego?

Dumny Jusufie, to przecież znak przyjaźni.
Nadziei nie rzucaj. Chcesz rzucić? Dlaczego?

36

Ukochana Mira jest jak kwiat - jak poezja.
Słowik tęskniący za różą - to też poezja.

Życie nasze bywa ryzykowne. Nagradza
jednak nasze niezdecydowanie poezja.

Spójrz jak snuje się wstęga dymu - przypomina
jej skręcone loki. Ten widok to poezja.

Jej warkocz był jak wijące się pasmo drogi.
Dziś wspomina go tylko moja poezja.

Mój ówczesny rywal był pełen wiary w siebie
- prężył muskuły. Mą bronią była poezja.

Wszystko musi mieć odrobinę tajemnicy,
tak jak mają ją kasyda, poemat, poezja.

Spójrz, łańcuch na nogach Mira został zerwany.
Przestał jęczeć. Ból mu uśmierzyła poezja.

37

Nie zapomnieliśmy słów modlitwy na szczęście.
Wciąż pamiętamy o biednych ludziach - na szczęście.

Ona stale mnie fascynowała, bawiła,
była bardzo czuła. Dbała o moje szczęście.

Wydawała się być szczerą, otwartą księgą.
Wszystko to przykryte niepamięcią - na szczęście.

To tylko było jak nieudana dziecięca
gra. Ona ją już zapomniała - co za szczęście.

Chciałem iść drogą do Kaaby lecz zapomniałem
jak biegnie. Imię Boga pamiętam na szczęście.

Mimo, że owe dziewczę cię pamięta Mirze,
to wstydziłeś się tej namiętności - na szczęście.

38

Nie ustawała w bałwochwalstwie, ani chwilę.
Może wreszcie dojrzy twarz Boga, choć przez chwilę.

Zbierają się ciemne chmur. Niech wiatr przyniesie
upragniony zapach winiarni, choć na chwilę.

Znam różne zachowania ludzi. Obym poczuł
znów uczucie słodkiej przyjaźni, choć na chwilę.

Tak długo czekałeś na ożywczy deszcz, więc może
zadowoli cię wilgoć mych łez, choć na chwilę.

Mówiła, że ceni ludzi mądrych, lecz trwało
to jak ślad stopy na piasku, tylko przez chwilę.

39

Oby serce moje znalazło wreszcie spokój.
Spopielałe przez żądze, niech już znajdzie spokój.

Moje życie to stałe rozmyślanie o niej.
Niech przybędzie wreszcie abym odzyskał spokój.

Przyjacielu, lepiej nie wychodź z domu. Wyjdziesz,
stracisz szacunek u ludzi i stracisz spokój.

Tysiące ludzi biega po mieście. Ja siedzę
na tarasie, patrzę na księżyc i mam spokój.

Nieudacznicy krążą ze złamanym sercem.
Mirze, gdy ona nie przyjdzie będziesz miał spokój.

40

Przed nami wiele rzeczy się działo na świecie.
My, choć szaleni, też coś znaczymy na świecie.

Świadomość, serce i życie, wszystko przemija.
Coś jednak pozostanie po nas na tym świecie.

Cóż to jest za przyjaźń, gdy nie słuchasz jak mówię?
Ja słucham chętnie, gdy ludzie mówią o świecie.

Twoje fałsze, moje troski, ból i tęsknotę
wszystko musi serce znieść. O niedobry świecie!

Nazywano mnie utracjuszem, lubieżnikiem.
Nikt mi nie oszczędzał przykrości na tym świecie.

Choć każdy z życia coś dostał, tylko ja Mirze,
nie znalazłem ładu ni radości na świecie.

     

Powrót